Sobotni LiverPOOL
Nic na mnie histeryczkę tak kojąco
nie działa jak ZAPACH morza. Wiemy o tym ja& Matt, więc kiedy
puszczają mi nerwy, a pogoda akurat dopisuje (u nas "dopisuje" oznacza
"nie LEJE":)) pakujemy przydatne sprzęty, małe "conieco" dla Żuków i w drogę.
Nie było słońca, wody (był akurat
odpływ), dzikich tłumów... Byliśmy MYyyyy, szum morza, ten kojący nerwy
zapach i rekompesujacy wszelkie atmosferyczne nie dogodności latawiec i
wiatr:)!!
Wiało jak nie wiem. O siedzeniu na
kocu nie było mowy. Ale NIKOMU to nie przeszkadzało. Młodzi szaleli,
biegali i krzyczeli ze szczęścia przy każdym napotkanym kontenerowcu,
muszli i zeschniętej meduzie. Targaliśmy ze sobą całą torbę piaskowych
gadżetów, których nawet nie było czasu wyciągnąć, nie dlatego, że
ograniczał nas czas, po prostu do okoła było TYYYYLE ważniejszych rzeczy
do zrobienia:)! MOC natury NIE zna granic:):):)!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz