Choć wiadomo, opinię na ten temat są różne:)
Ja, jako full time mummy często uczestniczylam (i robbie to do dziś) i swego czasu koordynowałam zabawę. Nigdy nie było rzucania na głęboką wodę. Zawsze wspólne odkrywanie możliwości cacka i dawanie im OBU czasu na lepsze się zapoznanie:). Z duplakami i pierwszymi konstrukcjami trochę to trwało, ale były też ludziki i auta i helikoptery, przy których wystarczyło raz pokazać co i jak i przez pół dnia Starszaka (a wtedy jeszcze JEDYNAKA) nie było.
Matt jest FACETEM głodnym wrażeń. Rzuca Młodym mięcho, obserwuje i czeka... Sprawdza czy Bobry dorównują jeMUUU sprytem i spostrzegawczością:). Po udanej uczcie siada dumny ze swego potomstwa i sam zaczyna delektować się możliwościami nowego sprzęciwia:).
Różni nas podejście do zabawy, ale nie do zabawek. Z reguły wiemy czego chcemy:). Nieśmiertelne są duplaki i LEGO (choć nie te z komercyjnych serii). Lubimy fisher-price imaginext castle. PlanToys, choć ceny są kosmiczne. Bobry kochają tez ELC i puzzle, którym oddają się godzinami i wszelkiego rodzaju zabawy twórcze, przy których wyznają zasadę "im brudnej tym lepiej":).
P.S.
Na szczęście posiadamy sporo " schowków ", do których co jakiś czas trafia kolejna partia dziecięcych sprzętów, żeby po kilku tygodniach leżakowania mogła cieszyć jak nówka:)
A to cieszy podwójnie... również kieszeń:)!
Kasa diy z wedla i weetabixów. Czas powstania 3 minuty (Starszy Żuk wycinał, Młodszy kolorował), zabawa trwa do teraz:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz