Droga do szkoły Młodego to niecałe 10 minut z 2 i 4 latkiem. Dwie
małe osiedlowe uliczki plus jedna ruchliwa BARDZO. Postój ambulansów, a
tuż przy nim ukochane wyboiste KOCIE ŁBY Żaby. Niby nic, a jednak.
KAMOLE, które sprawiły, że spacer do szkoły zmienił się w pogoń pełna
nerwów.
Dzień jak co dzień. Wychodzimy do szkoły o 8.20. Pierwsza uliczka.
Druga ruchliwa. Trzecia dość spokojna. Mijamy stacje ambulansów i nagle
Młodą dopada NIEODPARTA chęć poskakania po kamolach, która niestety
napotyka mój sprzeciw. Zaczęło się dość niewinnie. Tylko przystanęła
oznajmiając, że nie ruszy się dalej. Zaczynam tłumaczyć. Że nie teraz,
że musimy zdążyć do szkoły ze starszym Bobrem na czas, że nie ma
problemu, ale.... jak będziemy wracać. I stało się. Była histeria,
krzyk, płacz. Były nogi z waty ("moje ulubione ") i tupot i rzucanie
się... Była bezradność, krzyk( mój tym razem), tłumaczenie again again
and again... a efektu niestety brak..
Do szkoły doszliśmy spóźnieni. Ja& Młody. Młoda stała ( bacznie
przez mnie obserwowana) pod płotem. Nagadałam się po drodze do domu i natłumaczyłam, ze HOhooooo!
Chciałabym wierzyć, że to " bunt dwulatka", o KTÓRYM myśleliśmy, że mamy GO już dawno za sobą...
MatkaPolkaEmigrantka,szczęśliwa posiadaczka dwóch Boberkow, meza i kota. Zmagajaca się z codziennoscia pod Manchesterem. Lubiaca czytać ( choć ostatnio głównie Młodym). Starajaca sie przelac swoje tworcze ambicje na dzieci... z roznym skutkiem:). Choleryczka marząca on tym by być flegmatyczka:)!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tupot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tupot. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 9 czerwca 2015
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Z czasem podejście się zmienia...
Do drugiej, "GORSZEJ" kategorii należały wszystkie te, które w wieku półtorej roku, nie potrafiły wydawać zwierzęcych odgłosów. Którym rodzice nie czytali. Krzyczeli, a nie tłumaczyli. Te, które łatwo wpadły w ( wtedy nam jeszcze obce) FURIĘ.
Jednym zdaniem podział był prosty... Na dzieci dobrze i źle wychowane...
Po jakimś czasie ( niecałe dwa lata później) w naszym dom zagościł Boberek numer dwa. Od naszych pierwszych wspólnych chwil wiedziałam, że raczej CHARAKTERNYM będzie Stworem:). Cieszył i cieszy nas fakt, że Młoda wie czego CHCE. Martwi nas natomiast, że Bober z numerem Drugim wie również doskonale CZEGO NIE CHCE. A "nie chce" i " nie życzy " sobie wiele...
I oto okazuje się, że częste zabawy z Bobrem, czytanie, farby, wyklejanie, banki, spacerki i wspólne gotowanie, tłumaczenie nie zmieni charakteru i temperamentu Żuczka.
Kiedy Młoda popada w furię nie dociera do niej NIC. Łzy lecą jak GROCHY. Jest płacz, tupot niezadowolenia, który potrafi się przekształcić w bezwładnie leżące dwuletnie ciałko. Nie ważne czy to domowa podłoga, sklepowa posadzka czy błotnista droga do szkoły starszego brata...
Histeria jednak kiedyś mija...
Wtedy znów możemy liczyć na tulasy, caluski, słodki głosik i czarujące spojrzenie:)!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
