Pokazywanie postów oznaczonych etykietą furia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą furia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 czerwca 2015

Histeria. NIE decydujące starcie.

Droga do szkoły Młodego to niecałe 10 minut z 2 i 4 latkiem. Dwie małe osiedlowe uliczki plus jedna ruchliwa BARDZO. Postój ambulansów, a tuż przy nim ukochane wyboiste KOCIE ŁBY Żaby. Niby nic, a jednak. KAMOLE, które sprawiły, że  spacer do szkoły zmienił się w pogoń pełna nerwów.
Dzień jak co dzień. Wychodzimy do szkoły o 8.20. Pierwsza uliczka. Druga ruchliwa. Trzecia dość spokojna. Mijamy stacje ambulansów i nagle Młodą dopada NIEODPARTA chęć poskakania po kamolach, która niestety napotyka mój sprzeciw. Zaczęło się dość niewinnie. Tylko przystanęła oznajmiając, że nie ruszy się dalej. Zaczynam tłumaczyć. Że nie teraz, że musimy zdążyć do szkoły ze starszym Bobrem na czas, że nie ma problemu, ale.... jak będziemy wracać. I stało się. Była histeria, krzyk, płacz. Były nogi z waty ("moje ulubione ") i tupot i rzucanie się... Była bezradność, krzyk( mój tym razem), tłumaczenie again again and again... a efektu niestety brak..
Do szkoły doszliśmy spóźnieni. Ja& Młody. Młoda stała ( bacznie przez mnie obserwowana) pod płotem. Nagadałam się po drodze do domu i natłumaczyłam, ze HOhooooo!
Chciałabym wierzyć, że to " bunt dwulatka", o KTÓRYM myśleliśmy, że mamy  GO już dawno za sobą...

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Z czasem podejście się zmienia...

Kiedy posiadaliśmy tylko jednego Bobra, tego spokojnego i zrównoważonego przejawiającego cechy flegmatyka, dzieliliśmy DZIECI na dwie kategorie. GRZECZNE, którym rodzice poświęcają choć troszkę czasu, czytają IM i  tłumaczą.
Do drugiej, "GORSZEJ" kategorii należały wszystkie te, które w wieku półtorej roku, nie potrafiły wydawać zwierzęcych odgłosów. Którym rodzice nie czytali. Krzyczeli, a nie tłumaczyli. Te, które łatwo wpadły w ( wtedy nam jeszcze obce) FURIĘ.
Jednym zdaniem podział był prosty... Na dzieci dobrze i źle wychowane...
 Po jakimś czasie ( niecałe dwa lata później) w naszym dom zagościł Boberek numer dwa. Od naszych pierwszych wspólnych chwil wiedziałam, że raczej CHARAKTERNYM będzie Stworem:). Cieszył i cieszy nas fakt, że Młoda wie czego CHCE. Martwi nas natomiast, że Bober z numerem Drugim wie również doskonale CZEGO NIE CHCE. A "nie chce" i " nie życzy " sobie wiele...
I oto okazuje się, że częste zabawy z Bobrem, czytanie, farby, wyklejanie, banki, spacerki i wspólne gotowanie, tłumaczenie nie zmieni charakteru i temperamentu Żuczka.
Kiedy Młoda popada w furię nie dociera do niej NIC. Łzy lecą jak GROCHY. Jest płacz, tupot niezadowolenia, który potrafi się przekształcić w bezwładnie leżące dwuletnie ciałko. Nie ważne czy to domowa podłoga, sklepowa  posadzka czy błotnista droga do szkoły starszego brata...
Histeria jednak kiedyś mija...
Wtedy znów możemy liczyć na tulasy, caluski, słodki głosik i czarujące spojrzenie:)!