Dla nas wybór był oczywisty. W naszym domu będziemy mówili tylko po polsku.
I ja i mój mąż mieliśmy styczność z dziećmi znajomych, które kaleczyły polski lub w ogóle po polsku nie mówiły. Nie krytykujemy tego. Każdy ma prawo wyboru.
My w każdym bądź razie tak nie chcieliśmy:).
Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, ze prędzej czy później dojdzie do tego, ze to nie polski, a angielski będzie ich 'pierwszym językiem'. To tylko kwestia czasu. Dlatego mieliśmy straszne parcie na ( chciałoby się napisać 'poprawna' lecz zostanę tylko przy polszczyźnie:)) polszczyznę, nie wplataliśmy angielskich wyrazów podczas rozmowy ( to akurat razie mnie cholernie wśród angielskiej Polonii), ale przede wszystkim stawialiśmy na czytanie czytanie czytanie.
Zależało nam na tym, by podczas wizyty w PL Bobry dogadywały się i świetnie porozumiewały z Dziadkami, kuzynami i resztom ludzi.
Oczywiście zdawałam sobie sprawę z tego, ze gdy Młody zacznie chodzić do szkoły możne być klops. Ale doradzono nam puścić Boberka rok przed pójściem do szkoły, do przedszkola. By obył się i podłapał język. A ze przedszkole jest przy szkole wiec z 90cioma %ami przedszkolnych znajomych spotka się we wspólnej klasie.
Od początku mieliśmy tez wsparcie w szkolnych pedagogach, którzy wręcz zapewniali nas, ze my mamy się skupić na ojczystym języku, a ONI gwarantują nam, ze zajmą się angielskim Młodych. I choć wciąż nie jestem do końca przekonana do angielskich metod nauczania to jestem im wdzięczna z całego serca za wsparcie:):):)!!
Młody język chłonie rzeczywiście...
Zakres polskiego słownictwa (dzięki książkom oczywiście) spory jak na 4.5 letniego chłopca:)
Lecz choć efekt osiągnięty zaczynam zastanawiać się czy decyzja była słuszna...
Chociażby dlatego, ze wciąż jeszcze troszkę Miśkowi brakuje do swobodnej wypowiedzi...
I ja i mój mąż mieliśmy styczność z dziećmi znajomych, które kaleczyły polski lub w ogóle po polsku nie mówiły. Nie krytykujemy tego. Każdy ma prawo wyboru.
My w każdym bądź razie tak nie chcieliśmy:).
Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, ze prędzej czy później dojdzie do tego, ze to nie polski, a angielski będzie ich 'pierwszym językiem'. To tylko kwestia czasu. Dlatego mieliśmy straszne parcie na ( chciałoby się napisać 'poprawna' lecz zostanę tylko przy polszczyźnie:)) polszczyznę, nie wplataliśmy angielskich wyrazów podczas rozmowy ( to akurat razie mnie cholernie wśród angielskiej Polonii), ale przede wszystkim stawialiśmy na czytanie czytanie czytanie.
Zależało nam na tym, by podczas wizyty w PL Bobry dogadywały się i świetnie porozumiewały z Dziadkami, kuzynami i resztom ludzi.
Oczywiście zdawałam sobie sprawę z tego, ze gdy Młody zacznie chodzić do szkoły możne być klops. Ale doradzono nam puścić Boberka rok przed pójściem do szkoły, do przedszkola. By obył się i podłapał język. A ze przedszkole jest przy szkole wiec z 90cioma %ami przedszkolnych znajomych spotka się we wspólnej klasie.
Od początku mieliśmy tez wsparcie w szkolnych pedagogach, którzy wręcz zapewniali nas, ze my mamy się skupić na ojczystym języku, a ONI gwarantują nam, ze zajmą się angielskim Młodych. I choć wciąż nie jestem do końca przekonana do angielskich metod nauczania to jestem im wdzięczna z całego serca za wsparcie:):):)!!
Młody język chłonie rzeczywiście...
Zakres polskiego słownictwa (dzięki książkom oczywiście) spory jak na 4.5 letniego chłopca:)
Lecz choć efekt osiągnięty zaczynam zastanawiać się czy decyzja była słuszna...
Chociażby dlatego, ze wciąż jeszcze troszkę Miśkowi brakuje do swobodnej wypowiedzi...